poniedziałek, 28 listopada 2011
1.
Poniedziałki przeważnie nie są udane, aby nie było wyjątku od reguły ten mój poniedziałek ,dzisiejszy poniedziałek taki właśnie był.Dzień ,który zaczyna się o godzinie dwie po północy ,z "Nomadą" Nosowskiej w głowie i ze łzami w oczach nie może zaczynać się dobrze.Chyba pani Depresja przychodzi do mnie za często, a w ostatnimi dniami, nawiedza mnie co chwilę.Nie może dać mi spokoju.Ciężko jest opisać to co się czuje, zwłaszcza na blogu gdzie każdy może od tak wejść, przeczytać, przemyśleć i skrytykować , ale czasami wydaje mi się,że tylko tutaj mogę oderwać się na chwilę od codzienności i przemyśleć wszystko.Pisanie czy mówienie o uczuciach nie należy do najłatwiejszych zadań ,ale zawsze podziwiałam ludzi ,który potrafili pisać o tym co czują i jeszcze zainteresować tym czytelnika.A pisanie o tym, że jest się zagubionym i nieszczęśliwym wymaga dodatkowej odwagi i uwagi.Trzeba przemyśleć każde słowo, każde zdanie.Wydawałoby się ,że to nic takiego, ale w czasach , w których żyjemy ciężko jest komuś zaufać.Nawet samemu sobie.Budzisz się w nocy,wiesz, że wszyscy już spokojnie śpią.Leżysz w swoim łóżku i słuchasz ciszy, która otacza cię z każdej strony.Teraz masz czas,aby wszystko sobie przemyśleć.Cały dzień pracowałeś albo siedziałeś na niezbyt ciekawych lekcjach,starając się jak najbardziej skupić,aby wynieść chociaż jedną trzecią z tych zajęć.Przychodzisz do domu,uczysz się ,sprawdzasz facebooka, lastfm , ściągasz nową płytę ulubionego zespołu.W międzyczasie coś jeszcze,zamieniasz parę, nic nieznaczących zdań z pojedynczymi członkami rodziny.Popołudniami masz dodatkowe zajęcia,albo wychodzisz do pubu z przyjaciółmi.Wracasz czytasz książkę,pijesz herbatę,zastanawiasz się nad wszystkim i nad wszystkimi,nad tym jak dzisiaj sobie radziłeś, co zrobiłeś źle, wspominasz żarty kumpli.W końcu nadchodzi pora snu.Przepracowany mózg stara się posegregować i zapamiętać wszystko co ci się przydarzyło ,kiedy ty marzysz tylko i wyłącznie o śnie.Chcesz ,aby Morfeusz jak najszybciej przyszedł i zabrał cię w daleką krainę ,w której nie będziesz musiał martwić się wszystko co było ,jest i będzie. Jednak do przyjścia boga marzeń sennych potrzeba czternastu minut.Przez ten czas ,aby się wyciszyć przypominasz sobie to co już przeżyłeś,martwisz się przyszłością.I nagle uświadamiasz sobie,że grasz, że ciągle oszukujesz.Przypominasz sobie, że twoje przyjaźnie powoli się rozpadają ,że mimowolnie oddalasz się od najbliższych ci osób,rodziny,znajomych ludzi ,którzy chcą dla ciebie dobrze,chcą ci pomóc.Czujesz jak tracisz grunt pod nogami,jak przez twoje dłonie,płynie niezatrzymanie czas i wszystko to co już było,to czego nie naprawisz i starasz się zapomnieć.Starając się zapomnieć ,przypominasz to sobie coraz bardziej,przez co jeszcze bardziej odsuwasz się od wszystkich ludzi.Przestaje cię cieszyć każdy dzień,każda czynność.Nawet ta ,którą najbardziej lubiłeś.Nie grasz już na gitarze,którą dostałeś parę lat temu od rodziców ,których błagałeś od lat o wyśniony instrument, przekupując ich ,że dasz radę, że się nauczysz,mimo tego,że sam w to trochę wątpisz.Nie oddajesz się sztuce tak jak kiedyś,przestajesz chodzić do muzeum,galerii sztuki.Nawet kino cię nie cieszy ,bo wiesz ,że musisz wydać prawie dwadzieścia złotych na bilet.Przyjaciele nie wiedzą co się dzieje,przestają się z tobą spotykać.Kiedy samo to zauważasz chcesz to naprawić,ale sam nie wiesz jak,bo jest już za późno.Nie macie już wspólnych tematów,ani nawet tyle czasu ile potrafiliście wcześniej dla siebie znaleźć.Słodzisz coraz więcej w nadziei ,że może to jakoś ci pomoże.Pomoże może jedynie w szybszej śmierci.Jesz,tyjesz.Potem ćwiczysz,myślisz,że weźmiesz się w garść,że wszystko się ułoży.Robisz wszystko,żeby się wydostać z pułapki ,którą sam sobie stworzyłeś.Jesteś sam.Tylko ty i otaczająca cię pustka.W oddali słyszysz, dawno usłyszaną,smutną piosenkę,która jeszcze tkwi ci w głowie,przypominając dobre czasy, które nie wrócą.Biegniesz przed siebie,aby powrócić do tego co było,albo przynajmniej, aby poprawić swoją przyszłość.Chcesz wszystko poprawić,szukasz rozwiązań.Biegniesz w ciemność,ale wiesz,że ona się nie kończy.Jesteś sam.Sam w otchłani.Błądzisz, szukasz furtki ,aby wydostać się z tej klatki.Ale ile czasu potrzeba do uwolnienia się z tej klatki?Jak długo to potrwa?Ile można samemu wytrzymać?Czy kiedyś to się odmieni?Te pytania mieszają ci jeszcze bardziej w głowie, tracisz nad sobą panowanie.Wpadasz w panikę i w najmniej oczekiwanym momencie przychodzi, wcześniej tak oczekiwany Morfeusz, zabiera cię w świat snów.Jest godzina trzecia trzydzieści dziewięć.Twoje czternaście minut czekania na boga snów było dłuższe niż powinno być.Liczysz ,że z w twoich snach znajdziesz rozwiązanie na wszystkie twoje problemy,że kiedy się obudzisz wszystko minie.Czy jest inaczej?Przekonasz się otwierając oczy.Przeżywając kolejny dzień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz