wtorek, 13 grudnia 2011

5.

pozostaje mi tylko czekanie.ale przyznam ,że na razie jest poprawa.
leki zaczynają działać.życie staje się przyjemniejsze.

wtorek, 6 grudnia 2011

4.



boże znowu.chyba nie ma dla mnie żadnej deski ratunku.ale może życie singla wcale nie jest takie złe.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

3.


depresja reaktywacja.czuje jak nadchodzi.sam fakt ,że jeszcze dwie godziny temu kiedy spokojnie drzemałam i nie myślałam, o tym,że za chwilę będę musiała przedrzeć się przez pół miasta,aby dowiedzieć się ,że jestem beznadzieją beznadziei.utwierdzam się w przekonaniu ,że korki z matmy nie dodają mi pewności siebie.ale to nie o samą matematykę chodzi.chodzi chyba o moje nastawienie i zachowanie.no i o to ,że jestem beznadziejna,ale to chyba inna historia.trzeba zanieść wniosek o dowód.boże i najgorsze to, to że trzeba zrobić zdjęcie.o czym to ja mówiłam?ahh, tak dalej użalam się nad sobą.nawet to mnie w sobie denerwuje ,ale nie mam nawet siły tego zwalczyć.znowu nadchodzą te dni,powrót do desperackich rozwiązań i przemyśleń.nigdy nie szło mi to za dobrze zobaczymy jak tym razem.miejmy nadzieje,że to wszystko się szybko skończy,bo nie mam planu na przyszłość w takim stanie.

czwartek, 1 grudnia 2011

2.


To już,to dziś.Stało się - jestem pełnoletnia.
Myślałam, że ten dzień wyryje w mojej pamięci zdecydowanie sympatyczniejsze doznania i przeżycia,niestety w dniu moich osiemnastych urodzin spotkałam się z rozczarowaniem,żalem,nostalgią i lekkimi obawami powrotu depresji.Osiemnaście lat.To właśnie teraz powinnam zacząć żyć,bawić się, dobrze planować swoją przyszłość, nie przejmując się tym co przyniesie dzień.
Pierwszy dzień,ostatniego miesiąca."To na pewno coś znaczy.To na pewno kiedyś będzie coś znaczyło".Przynajmniej zawsze mi się tak wydawało,ale teraz nie jestem tego pewna.Zawsze uważałam, że kiedy będę miała to wymarzone osiemnaście lat,ten upragniony wiek dorosłości będę odważna,zdyscyplinowana,będę kimś znaczącym,kimś kogo ludzie będą szanować i będą chcieli wspominać.Dzisiaj dowiedziałam się,że tak niestety nie jest i w najbliższym czasie nie będzie.
Wstając rano nie przeczuwałam,że pod koniec tego dnia będzie mi tak przykro i ciężko na sercu.Przede wszystkim nie spodziewałam się tego po moich znajomych z klasy licealnej i przyjaciół.Rozumiem nie mają czasu,ja też go nie mam.Mamy dodatkowe zajęcia,co poniektórzy drugie połówki,problemy w domu,okay rozumiem.Ale wydaje mi się ,że kwestia poświęcenia  kilku sekund na rozmowę telefoniczną,kwestia zjedzonych impulsów i oderwania się na chwilę od swoich codziennych zajęc jest warta uśmiechu,który często jest słyszalny po drugiej stronie słuchawki.Kilka osób domyśliło się ,że taki błahy drobiazg może sprawić mi przyjemność.Byli to ludzie,po których się tego nie spodziewałam i ludzie ,od których tego wymagałam.Niestety ,od niektórych osób wymagałam chyba za dużo, gdyż tak bardzo chcieli sprawić mi przyjemność,ze nie zdążyli z kupieniem mi prezentu i podarowaniem  mi go dzisiaj.W zamian za to muszę czekać do jutra.Dziwne.Przecież osoby ,które znają mnie przez okres trzech lat, lub nawet dłuższy powinny wiedzieć,że największą radość sprawia mi po prostu to,że ktoś o mnie pamięta.Że złoży mi głupie życzenia,ale    ,że te życzenia będą płynęły prosto z serca.Że zrobi mi drobną kartkę,albo podaruje zdjęcie z dedykacją,które będzie mi przypominać to,że kiedys dla kogoś byłam kimś więcej niż tylko zwykłą osobą.
W wieku osiemnastu lat liczyłam na to,że w końcu będę szczęśliwa,przestanę popadać w paranoje,wykłócać się o wszystko z rodzina,znajdę drugą połówkę,która mnie zrozumie.Że stanę się łagodniejsza i trochę spokornieje.Jak na razie siedzę w pokoju,z laptopem na kolanach,pociętą kostką,ze słuchawkami na uszach i słuchając delikatnych nut,utworów Bon Ivera i dowiaduję się ,że nie tylko moje życie sprawiło mi figla w dzisiejszym dniu.Nie tylko ja jestem nieszczęśliwa,a moje uczucia mieszają się na przemian.Jednak każdy ma swoje sprawy i problemy i wiem,że pisząc do przyjaciółki "głowa do góry,będzie dobrze",nie poprawie jej do końca humoru.Ba,pewnie w ogóle jej go nie poprawie,a raczej mogę ją jeszcze bardziej zdołować.Ale rozmawiając z nią, wiem nie tylko to,że obydwie jesteśmy nieszczęśliwe,wiem też to,ze wiele ludzi dzisiejszego dnia,dzisiejszego wieczoru,ja każdego innego boryka się ze swoimi własnymi problemami,ze swoimi własnymi słabościami.Dlatego nikogo nie obwiniam,że zapomniał o mnie w tym jedynym w moim życiu dniu.Każdy ma swoje życie,ale w tym życiu nie bez powodu są inni ludzie.Dlatego powinniśmy o nich pamiętać i ich wspierać.Nie mogę nikogo oceniać z góry,jutro też jest dzień.Może to właśnie jutro wszystko się wyjaśni.Ale jutro już nie będzie pierwszy dzień ostatniego miesiąca.

poniedziałek, 28 listopada 2011

1.



Poniedziałki przeważnie nie są udane, aby nie było wyjątku od reguły ten mój poniedziałek ,dzisiejszy poniedziałek taki właśnie był.Dzień ,który zaczyna się o godzinie dwie po północy ,z "Nomadą" Nosowskiej w głowie i ze łzami w oczach nie może zaczynać się dobrze.Chyba pani Depresja przychodzi do mnie za często, a w ostatnimi dniami, nawiedza mnie co chwilę.Nie może dać mi spokoju.Ciężko jest opisać to co się czuje,  zwłaszcza na blogu gdzie każdy może od tak wejść, przeczytać, przemyśleć i skrytykować , ale czasami wydaje mi się,że tylko tutaj mogę oderwać się na chwilę od codzienności i przemyśleć wszystko.Pisanie czy mówienie o uczuciach nie należy do najłatwiejszych zadań ,ale zawsze podziwiałam ludzi ,który potrafili pisać o tym co czują i jeszcze zainteresować tym czytelnika.A pisanie o tym, że jest się zagubionym i nieszczęśliwym wymaga dodatkowej odwagi i uwagi.Trzeba przemyśleć każde słowo, każde zdanie.Wydawałoby się ,że to nic takiego, ale w czasach , w których żyjemy ciężko jest komuś zaufać.Nawet samemu sobie.Budzisz się w nocy,wiesz, że wszyscy już spokojnie śpią.Leżysz w swoim łóżku i słuchasz ciszy, która otacza cię z każdej strony.Teraz masz czas,aby wszystko sobie przemyśleć.Cały dzień pracowałeś albo siedziałeś na niezbyt ciekawych lekcjach,starając się jak najbardziej skupić,aby wynieść chociaż jedną trzecią z tych zajęć.Przychodzisz do domu,uczysz się ,sprawdzasz facebooka, lastfm , ściągasz nową płytę ulubionego zespołu.W międzyczasie coś jeszcze,zamieniasz parę, nic nieznaczących zdań z pojedynczymi członkami rodziny.Popołudniami masz dodatkowe zajęcia,albo wychodzisz do pubu z przyjaciółmi.Wracasz czytasz książkę,pijesz herbatę,zastanawiasz się nad wszystkim i nad wszystkimi,nad tym jak dzisiaj sobie radziłeś, co zrobiłeś źle, wspominasz żarty kumpli.W końcu nadchodzi pora snu.Przepracowany mózg stara się posegregować i zapamiętać wszystko co ci się przydarzyło ,kiedy ty marzysz tylko i wyłącznie o śnie.Chcesz ,aby Morfeusz jak najszybciej przyszedł i zabrał cię w daleką krainę ,w której nie będziesz musiał martwić się wszystko co było ,jest i będzie. Jednak do przyjścia boga marzeń sennych potrzeba czternastu minut.Przez ten czas ,aby się wyciszyć przypominasz sobie to co już przeżyłeś,martwisz się przyszłością.I nagle uświadamiasz sobie,że grasz, że ciągle oszukujesz.Przypominasz sobie, że twoje przyjaźnie powoli się rozpadają ,że mimowolnie oddalasz się od najbliższych ci osób,rodziny,znajomych ludzi ,którzy chcą dla ciebie dobrze,chcą ci pomóc.Czujesz jak tracisz grunt pod nogami,jak przez twoje dłonie,płynie niezatrzymanie czas i wszystko to co już było,to czego nie naprawisz i starasz się zapomnieć.Starając się zapomnieć ,przypominasz to sobie coraz bardziej,przez co jeszcze bardziej odsuwasz się od wszystkich ludzi.Przestaje cię cieszyć każdy dzień,każda czynność.Nawet ta ,którą najbardziej lubiłeś.Nie grasz już na gitarze,którą dostałeś parę lat temu od rodziców ,których błagałeś od lat o wyśniony instrument, przekupując ich ,że dasz radę, że się nauczysz,mimo tego,że sam w to trochę wątpisz.Nie oddajesz się sztuce tak jak kiedyś,przestajesz chodzić do muzeum,galerii sztuki.Nawet kino cię nie cieszy ,bo wiesz ,że musisz wydać prawie dwadzieścia złotych na bilet.Przyjaciele nie wiedzą co się dzieje,przestają się z tobą spotykać.Kiedy samo to zauważasz chcesz to naprawić,ale sam nie wiesz jak,bo jest już za późno.Nie macie już wspólnych tematów,ani nawet tyle czasu ile potrafiliście wcześniej dla siebie znaleźć.Słodzisz coraz więcej w nadziei ,że może to jakoś ci pomoże.Pomoże może jedynie w szybszej śmierci.Jesz,tyjesz.Potem ćwiczysz,myślisz,że weźmiesz się w garść,że wszystko się ułoży.Robisz wszystko,żeby się wydostać z pułapki ,którą sam sobie stworzyłeś.Jesteś sam.Tylko ty i otaczająca cię pustka.W oddali słyszysz, dawno usłyszaną,smutną piosenkę,która jeszcze tkwi ci w głowie,przypominając dobre czasy, które nie wrócą.Biegniesz przed siebie,aby powrócić do tego co było,albo przynajmniej, aby poprawić swoją przyszłość.Chcesz wszystko poprawić,szukasz rozwiązań.Biegniesz w ciemność,ale wiesz,że ona się nie kończy.Jesteś sam.Sam w otchłani.Błądzisz, szukasz furtki ,aby wydostać się z tej klatki.Ale ile czasu potrzeba do uwolnienia się z tej klatki?Jak długo to potrwa?Ile można samemu wytrzymać?Czy kiedyś to się odmieni?Te pytania mieszają ci jeszcze bardziej w głowie, tracisz nad sobą panowanie.Wpadasz w panikę i w najmniej oczekiwanym momencie przychodzi, wcześniej tak oczekiwany Morfeusz, zabiera cię w świat snów.Jest godzina trzecia trzydzieści dziewięć.Twoje czternaście minut czekania na boga snów było dłuższe niż powinno być.Liczysz ,że z w twoich snach znajdziesz rozwiązanie na wszystkie twoje problemy,że kiedy się obudzisz wszystko minie.Czy jest inaczej?Przekonasz się otwierając oczy.Przeżywając kolejny dzień.