czwartek, 31 stycznia 2013
45.
nie mogę przestać myśleć o tym, że dzisiejszy dzień był tak udany i pozytywny. aż brak mi słów. jestem osobą, która rzadko kiedy mówi o tym co tak naprawdę czuje, zwłaszcza jeśli chodzi o te dobre rzeczy (taka moja natura, chyba czasami lubię się nad sobą poużalać). ale dzisiejszy dzień jest jednym z tych, które powinny zostać dodane do listy: "nie usuwać z pamięci, uśmiechałaś się jak głupia co chwilę!". to niesamowite ile razy dzisiaj się uśmiechnęłam i ile razy wywołałam uśmiech, oraz oczywiście śmiech u niektórych osób. zajęcia na uczelni, audycja, chór, jazda samochodem, integracja. coś niesamowitego. czekam na lepsze. z każdą chwilą. wiem, że jeszcze nie raz będę wątpiła w to wszystko, ale jak na razie chciałabym, żeby ten dzień się nie kończył.nie,nie,nie!
środa, 30 stycznia 2013
44.
siedzę już dobrą chwilę i zastanawiam się co mam napisać.co chwilę piszę kolejne zdanie i je kasuje, bo wiem, że nic dokładnie nie odda tego jak się dzisiaj czułam. i znowu to zrobiłam. napisałam trzy słowa i automatycznie je usunęłam. odpowiedni dobór słów. o to się rozchodzi. o odpowiednie słownictwo i to jak dane słowa wymawiamy. tak jak na przykład ja dzisiaj usłyszałam kilkanaście słów, wykrzyczanych mi prosto w twarz. aż mogłam poczuć oddech i ślinę, nadawcy komunikatu, na mojej twarzy. w chwili kiedy mój partner rozmowy, wypowiadał się na temat mojej niepoprawnie wykonanej, według niego, pracy czułam jak krew pulsuje mi przez całe moje ciało, jak moje oczy otwierają się coraz bardziej, a źrenice rozszerzają. jak moja twarz nabiera nieznanego mi grymasu złości,zażenowania i smutku jednocześnie. byłam w takim szoku, że czułam, nie tylko przykre ukłucie w sercu(ponieważ uważałam, że to co zrobiłam było poprawne), ale również złość, która wzbierała we mnie tak, że mogłabym zabić swojego rozmówcę gołymi rękami. jednak nic nie zrobiłam. nic. a kiedy już wykonałam polecenie mojego, nazwijmy go "szefa" i usłyszałam kolejne zdania skierowane w moją stronę, nie mogłam pozostawić sprawy bezczynnie. i zrobiłam coś co prawie nigdy się nie zdarza.coś co w moim życiu prawie nie występuje. coś co jeśli jest to tylko przez ułamek sekundy. spokój. zachowałam spokój. nie dałam się wyprowadzić z równowagi. wyprostowałam się i prosto w oczy, osoby która uważała się za najmądrzejszą, w danym pokoju, powiedziałam co myślę. o tym, że właśnie zostałam skarcona za prace, której nikt inny nie raczy zrobić i którą zrobiłam lepiej niż powinnam. kiedy skończyłam, tylko jedna osoba w pomieszczeniu postanowiła się odezwać. był to oczywiście mój, wcześniej wymieniony "szef", który raczył obronić swoje stanowisko i swoje postępowanie, tłumacząc się, że to są tylko głupie zabawy, mówiąc, że "przecież powinnam widzieć, że to są żarty!". grzecznie powiedziałam, że niestety nie dostrzegłam w tym nic śmiesznego i opuściłam pokój 020. jeśli kiedyś ktoś potraktuje was, tak jak zostałam dzisiaj potraktowana ja, to poradzę wam tylko jedną rzecz. jedną jedyną. musicie zachować spokój. i tyle. potem poczujecie dumę i radość, że potraficie postąpić słuszniej niż osoba, która was atakuje, a wasz przeciwnik zostanie wprowadzony w zakłopotanie. zakłopotanie. no właśnie, to chyba najodpowiedniejsze słowo jakie mogę użyć, ponieważ właśnie w taki stan, przynajmniej tak mi się wydaje, udało mi się wprowadzić swojego rywala "rozmowy". chyba spodziewano się po mnie wybuchu agresji ,ogromnej złości i burzy wulgaryzmów wypływającej z moich ust.
przykro mi, nie dziś. jednak kiedy siedziałam prawie dwie godziny, w jednym pomieszczeniu wraz z innymi piętnastoma osobami, starałam się zachować spokój. i zachowałam go do końca. i pewnie dlatego kiedy wracałam do domu, zrobiło mi się niesamowicie przykro i źle. mała łza zakręciła się w prawym oku i niepostrzeżenie spłynęła po moim policzku. nikt, kto widział mnie dwadzieścia minut wcześniej nawet nie wiedział jak się teraz czuje i jak czułam się wcześniej. po prostu postanowiłam to zamaskować. nie dałam za wygraną osobie, która mnie dzisiaj "zaatakowała". nie chciałam, aby traktowano mnie jak śmiecia. nie chce, żeby traktowano mnie jak śmiecia. dlatego moje emocje zostały ukryte, przez czas danego dwugodzinnego spotkania i ujawniły się dopiero w drodze do domu. kiedy wysiadłam z autobusu miałam ochotę, krzyczeć, kopać, wierzgać nogami i uderzyć w coś z całej siły. miałam wszystkiego dość. i już myślałam, że ten dzień skończę tak jak zazwyczaj, czyli z kiepskim humorem, smutną muzyką i smutnym filmem, ale na szczęście otworzyłam swoją skrzynkę pocztową i zostałam wybawiona z tego złego snu. dostając tak miłą wiadomość jaką dostałam niespełna 6 godzin temu, nie sposób się nie uśmiechnąć i nie powiedzieć do siebie "dziękuje, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie". uwielbiam to, gdy w najmniej oczekiwanym momencie dostajemy od życia coś co sprawi, że poczujemy się chociaż odrobinę dowartościowani.
czekam na lepsze, ze słowami niosącymi się pod progami wysokich samochodów....
piątek, 25 stycznia 2013
43.
Uczelnia, chór, radio, dom. Uczelnia, chór, radio, dom. Uczelnia, chór, radio, dom. I tak w kółko, bez przerwy.
Nie mówię,że mi to nie przeszkadza. Należę do tych osób, które lubią brać udział w wielu działalnościach. Ale
ostatnio nie mam czasu nawet na zwykłą rozmowę z przyjaciółmi. Trochę ich zaniedbuje, wiem o tym. Przyznaję się
bez bicia. Ale jak ja chcę rozmawiać z kimkolwiek, jak ja nawet nie
mam czasu, żeby odreagować to wszystko co dzieje się
na wykładach, przerwach, audycjach czy koncertach chóru. Serio. Nie
mam czasu, żeby po prostu usiąść, wziąć
głęboki oddech i powiedzieć: „ten dzień się już skończył,
teraz odpoczniesz”. Nie mogę czegoś takiego zrobić, ponieważ
wiem, że jak dam sobie odrobinę luzu, rozleniwię się kompletnie i
jak się położę, to nie wstanę przez następne pięć dni. Nie
mogę czegoś takiego zrobić, ponieważ kiedy ujdzie ze mnie całe
to napięcie, wiem że z moich oczu popłynie milion małych
kropelek, którzy nigdy u mnie nie widzieli. Wyda się nagle, że mam
uczucia. Przecież to nie może być możliwe, przecież ja jestem
bez serca. Nie mam łaskotek, nie peszę się gdy ktoś patrzy mi
prosto w oczy. Więc jakby mogło się okazać, że nagle, w pewnym
momencie, zaczynam się rozlatywać? Kawałek po kawałku. Małymi
kroczkami. Dlatego, żeby wyrzucić z siebie to wszystko, co mam
ukryte głęboko w sobie, czekam aż wrócę do domu i wszyscy pójdą
spać. Wtedy jest najspokojniej. Wtedy wiem, że jestem zupełnie
sama. Wtedy wiem, że jestem nie mogę liczyć na nikogo innego jak
tylko na siebie. Włączam cichutko smutną muzykę, albo oglądam
jakiś film, który najczęściej nie kończy się happy-endem.
I
właśnie w takich chwilach, przekonuje sama siebie, że jednak
jestem człowiekiem, bo w pewnej chwili, nie wiadomo nawet skąd, z
moich oczu zaczynają płynąć łzy. Płyną mi po policzkach, aż
do momentu kiedy dojdą do mojej brody i kapnął na dół. Ich droga
się skończyła, dalej nie polecą. Ale już po chwili ich miejsce
zajmują kolejne kropelki. W momencie kiedy zaczyna się kolejna
scena filmu lub lecą napisy końcowe, zaczynam się śmiać i mówię
sama do siebie: „Głupia jesteś, czemu płaczesz, przecież takie
rzeczy się zdarzają. Przecież takie jest życie. Czasami wszystko
kończy się dobrze, a czasami wręcz przeciwnie”. Ale nic z tych
moich słów nie wynika. Łzy dalej lecą mi po mojej twarzy i ani
myślą przestać. I tak siedzę do godziny pierwszej, drugiej, a
nieraz i do piątej nad ranem, cała spłakana, z głową pełną
myśli. W końcu przyjdzie sen. W końcu, zapomnę o wszystkim i nie
będę musiała się niczym przejmować. Na kilka godzin będę miała
chwilę, w której jestem tylko dla siebie i mogę spełniać swoje
marzenia. Kolorowe sny, w których mogę wszystko i nikt nie mówi
mi, że moje zachowanie jest nie do przyjęcia. Ale potem się budzę.
Przychodzi poranek, otwieram oczy i wiem, że za chwilę mój
codzienny helter scelter rozpocznie się od nowa. Kolejny dzień
trzeba ubierać maskę i pokazać, że wszystko jest w jak
największym porządku. Uśmiechać się, śmiać ze swoich błędów,
przyjmować krytykę i tryskać energią. Mówić, że nic się nie
stało. Bo przecież co miało się stać? Nic. W końcu nie ma się
uczuć, nikt nie musi nic wiedzieć.
Rób
swoje, dobra mina do złej gry. To najlepsze co potrafisz. Nikt nie
musi wiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
