niedziela, 11 marca 2012

22.


wróciłam do domku.po miłych chwilach w magicznej chatce Dreda z różanym Carlo Rossi i lekką(z mojej strony to mało powiedziane,za co przepraszam) zamułką i połowie nieprzespanej nocy pod samą pościelą(dzięki Dred,że spałaś pod całą kołdrą, następnym razem Cię szturchnę albo zacznę łaskotać i nie będę miała litości!) trzeba zabrać się do pracy.zeszyt z włoskiego i różne repetytoria maturalne leżą obok mnie a ja marze tylko żeby było już po maju. żeby wszystko było dobrze, żeby nikt nie miał nikomu za złe,że zrobił coś nie tak jak powinien, żeby każdy mówił to co leży mu na sercu i wiedział, że nie musi się o nic obawiać. ale na razie trzeba czekać. czas szybko leci. mam nadzieje,że nie zleci zbyt szybko.
mimo wszystko mam wrażenie ,że nie daje z siebie wszystkiego.że mogłam spróbować coś zmienić,a bałam się reakcji albo odrzucenia. a to jest okropne uczucie ,ponieważ niewykorzystane szanse bolą najbardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz