środa, 30 stycznia 2013

44.

siedzę już dobrą chwilę i zastanawiam się co mam napisać.co chwilę piszę kolejne zdanie i je kasuje, bo wiem, że nic dokładnie nie odda tego jak się dzisiaj czułam. i znowu to zrobiłam. napisałam trzy słowa i automatycznie je usunęłam. odpowiedni dobór słów. o to się rozchodzi. o odpowiednie słownictwo i to jak dane słowa wymawiamy. tak jak na przykład ja dzisiaj usłyszałam kilkanaście słów, wykrzyczanych mi prosto w twarz. aż mogłam poczuć oddech i ślinę, nadawcy komunikatu, na mojej twarzy. w chwili kiedy mój partner rozmowy, wypowiadał się na temat mojej niepoprawnie wykonanej, według niego, pracy czułam jak krew pulsuje mi przez całe moje ciało, jak moje oczy otwierają się coraz bardziej, a źrenice rozszerzają.  jak moja twarz nabiera nieznanego mi grymasu złości,zażenowania i smutku jednocześnie. byłam w takim szoku, że czułam, nie tylko przykre ukłucie w sercu(ponieważ uważałam, że to co zrobiłam było poprawne), ale również złość, która wzbierała we mnie tak, że mogłabym zabić swojego rozmówcę gołymi rękami. jednak nic nie zrobiłam. nic. a kiedy już wykonałam polecenie mojego, nazwijmy go "szefa" i usłyszałam kolejne zdania skierowane w moją stronę, nie mogłam pozostawić sprawy bezczynnie. i zrobiłam coś co prawie nigdy się nie zdarza.coś co w moim życiu prawie nie występuje. coś co jeśli jest to tylko przez ułamek sekundy. spokój. zachowałam spokój. nie dałam się wyprowadzić z równowagi. wyprostowałam się i prosto w oczy, osoby która uważała się za najmądrzejszą, w danym pokoju, powiedziałam co myślę. o tym, że właśnie zostałam skarcona za prace, której nikt inny nie raczy zrobić i którą zrobiłam lepiej niż powinnam. kiedy skończyłam, tylko jedna osoba w pomieszczeniu postanowiła się odezwać. był to oczywiście mój, wcześniej wymieniony "szef", który raczył obronić swoje stanowisko i swoje postępowanie, tłumacząc się, że to są tylko głupie zabawy, mówiąc, że "przecież powinnam widzieć, że to są żarty!". grzecznie powiedziałam, że niestety nie dostrzegłam w tym nic śmiesznego i opuściłam pokój 020. jeśli kiedyś ktoś potraktuje was, tak jak zostałam dzisiaj potraktowana ja, to poradzę wam tylko jedną rzecz. jedną jedyną. musicie zachować spokój. i tyle. potem poczujecie dumę i radość, że potraficie postąpić słuszniej niż osoba, która was atakuje, a wasz przeciwnik zostanie wprowadzony w zakłopotanie. zakłopotanie. no właśnie, to chyba najodpowiedniejsze słowo jakie mogę użyć, ponieważ właśnie w taki stan, przynajmniej tak mi się wydaje, udało mi się wprowadzić swojego rywala "rozmowy". chyba spodziewano się po mnie wybuchu agresji ,ogromnej złości i burzy wulgaryzmów wypływającej z moich ust. 
przykro mi, nie dziś. jednak kiedy siedziałam prawie dwie godziny, w jednym pomieszczeniu wraz z innymi piętnastoma osobami, starałam się zachować spokój. i zachowałam go do końca. i pewnie dlatego kiedy wracałam do domu, zrobiło mi się niesamowicie przykro i źle. mała łza zakręciła się w prawym oku i niepostrzeżenie spłynęła po moim policzku. nikt, kto widział mnie dwadzieścia minut wcześniej nawet nie wiedział jak się teraz czuje i jak czułam się wcześniej. po prostu postanowiłam to zamaskować. nie dałam za wygraną osobie, która mnie dzisiaj "zaatakowała". nie chciałam, aby traktowano mnie jak śmiecia. nie chce, żeby traktowano mnie jak śmiecia. dlatego moje emocje zostały ukryte, przez czas danego dwugodzinnego spotkania i ujawniły się dopiero w drodze do domu. kiedy wysiadłam z autobusu miałam ochotę, krzyczeć, kopać, wierzgać nogami i uderzyć w coś z całej siły. miałam wszystkiego dość. i już myślałam, że ten dzień skończę tak jak zazwyczaj, czyli z kiepskim humorem, smutną muzyką i smutnym filmem, ale na szczęście otworzyłam swoją skrzynkę pocztową i zostałam wybawiona z tego złego snu. dostając tak miłą wiadomość jaką dostałam niespełna 6 godzin temu, nie sposób się nie uśmiechnąć i nie powiedzieć do siebie "dziękuje, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie". uwielbiam to, gdy w najmniej oczekiwanym momencie dostajemy od życia coś co sprawi, że poczujemy się chociaż odrobinę dowartościowani. 
czekam na lepsze, ze słowami niosącymi się pod progami wysokich samochodów....




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz