niedziela, 3 lutego 2013

47.


Chciałabym, aby powrócił dawno porzucony i zapomniany sposób komunikacji. sposób, który wzbudzał tajemniczość i podekscytowanie. sposób, na który nie wszyscy mogli sobie pozwolić, z wiadomych względów jakimi była edukacja. umiejętność czytania i pisania. w dzisiejszych czasach większość ludzi potrafi wykonywać wszystkie te czynności, potrafi utrzymać w dłoni długopis czy pióro i napisać kilka zdań. potrafi nawet wyskrobać całkiem sensowne zdania. dlaczego więc dziś prawie nikt nie wysyła listów?
niegdyś tylko za sprawą korespondencji dowiadywano się o wiadomościach ze świata, plotkach oraz niezbędnych do życia informacjach. teraz wystarczy chwycić za telefon, wykręcić do kogoś numer i po kilku sekundach rozpocząć bezsensowną gadaninę. rozmawiamy bez większego zastanowienia się nad sensem naszych słów. podobnie jest kiedy wysyłamy smsy czy rozmowy na czacie. piszemy od razu to o co nam chodzi, nie myśląc nad tym co wysyłamy. pisanie listów to zupełnie inna bajka. tutaj trzeba cedzić każde słowo, żeby nasz odbiorca dokładnie nas zrozumiał  czy też nie został przez nas urażony. pisanie listów wydaje się dość banalne, ale tak naprawdę to nie lada wyzwanie! niegdyś ludzie potrafili tygodniami pisać wiadomość, zanim wysłali ją do swojego "towarzysza rozmów". chodzili po ogrodach, aby zebrać swoje myśli, w końcu siadali przy stole, wyciągali pióro i pisali, pisali, pisali...
czemu już nie piszemy listów? gdzie są miłośnicy prawdziwej korespondencji? przecież listy można pisać o wszystkim. w listach można napisać wszystko co tylko chcemy. sama niejednokrotnie pisałam listy, więc chyba,wiem o czym mówię. moje wiadomości miały różny charakter i na pewno nie były ideałem. jednak odzwierciedlały moje uczucia i poglądy na temat świata i otaczającej mnie rzeczywistości. pozwalały mi być sobą. moje listy były listami miłosnymi, które nigdy nie zostały wysłane, listami samobójczymi, które po miesiącu się spalało czy listami do przyjaciół z drugiego końca polski. w listach mogłam przywrócić wspomnienia czy opowiedzieć o czymś co mi się wymarzyło. starannie napisane wiadomości, pakowałam w kopertę, następnie przyklejałam znaczek i wrzucałam do skrzynki. kolejnym krokiem było czekanie. czekanie na odpowiedź. godzina za godziną, dzień za dniem, tydzień za tygodniem mijały w niecierpliwości. któregoś dnia, w końcu pojawia się dawno wyczekiwana wiadomość. trochę podarta z danymi osobistymi: imieniem,nazwiskiem, numerem domu... podekscytowana tym co mój odbiorca napisał w liście nie mogę się doczekać kiedy wreszcie przeczytam zawartość koperty. rozrywam ją i czytam wiadomość. niedbałe, koślawe pismo, ślady po wylanej kawie,w niektórych momentach. mocniej przyciśnięty długopis... wszystko to pozwoliło mi  na zilustrowanie odbiorcy i wyobrażenie sobie tego jak czuł się pisząc swój monolog, skierowany do mnie.
 a teraz co nam zostało?
 piszmy listy. piszmy jak najwięcej. dajmy upust naszym emocjom, podzielmy się z innymi wszystkim co mamy w sercu. piszmy o tym co nas drażni, albo o tym co kochamy. piszmy o tym czego nie wypada napisać w mailu czy smsie, a nie mamy odwagi powiedzieć prosto w oczy. piszmy, piszmy, piszmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz